W niedzielę, 15 lutego 2026, ks. Michał Kühn, Proboszcz-Administrator Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Kaliszu, poprowadził dla kaliskich wiernych swoje ostatnie nabożeństwo. Poniżej jego pożegnalne kazanie.
Tekst kazalny: Dzieje Apostolskie 20,32.36–8
„A teraz polecam was Bogu i słowu łaski jego, które ma moc zbudować i dać wam dziedzictwo między wszystkimi świętymi.”
„A gdy to powiedział, padł na kolana i modlił się z nimi wszystkimi.
Wtedy wszyscy wybuchnęli wielkim płaczem i padali Pawłowi na szyję, całując go,
najwięcej zasmuceni tym słowem, które powiedział, że już więcej nie ujrzą jego oblicza.”
Umiłowani Bracia i Siostry… moja Parafio… moja wspólnoto…
Przed chwilą usłyszeliśmy słowa pożegnania. Nie moje słowa.
Słowa człowieka, który też kiedyś stanął przed ludźmi, których kochał… i musiał odejść. Apostoł Paweł klęczy… modli się…
a potem ludzie płaczą i obejmują go…
bo wiedzą, że kończy się coś, czego nie da się już cofnąć. Dziś ja stoję dokładnie w tym miejscu. I nagle rozumiem te słowa inaczej niż kiedykolwiek wcześniej.
Są pożegnania spokojne.
Istnieją pożegnania formalne.
Są pożegnania, które są tylko zmianą adresu.
Ale są też pożegnania, które rozrywają serce. Bo kończy się nie tylko funkcja czy stanowisko.
Nie etap pracy. Kończy się wspólne życie.
Patrzę dziś na Was…
i nie widzę „parafian”.
Widzę historię mojego życia.
I widzę dzieci, które kiedyś ledwo mieściły się w ramionach przy chrzcielnicy… a dziś są dorosłe.
Widzę twarze, które zmieniły się przez lata — przez radość… przez cierpienie… przez czas.
Widzę miejsca w ławkach, które kiedyś były zajęte… a dziś są puste… bo ktoś odszedł do Pana.
Przeżyliśmy razem całe ludzkie życie.
Narodziny.
Nadzieje.
Rozczarowania.
Choroby.
Pogrzeby.
Modlitwy, które płynęły z głębi serca, gdy nie było już słów.
Byliśmy razem naprawdę.
I chcę, żebyście dziś usłyszeli coś najprawdziwszego:
Nigdy nie traktowałem tej parafii jak miejsca pracy.
To był mój dom.
Moje powołanie.
Także moja odpowiedzialność przed Bogiem.
Każdą decyzję podejmowałem z jednym pytaniem w sercu:
Czy to służy tej wspólnocie?
Czy to chroni Kościół?
I czy to jest również uczciwe przed Bogiem?
Nie zawsze byłem doskonały.
Nie zawsze miałem rację.
Ale nigdy nie byłem obojętny.
Jeśli walczyłem — to dlatego, że kochałem.
Jeśli byłem stanowczy — to dlatego, że czułem odpowiedzialność.
Kościół nie był dla mnie instytucją.
Kościół był świętością.
zatrzymajmy się na chwilę głębiej…
Człowiek dopiero w chwili rozstania naprawdę rozumie, czym było spotkanie.
Dopiero kiedy coś się kończy — widzimy, jak bardzo było ważne.
Dopiero kiedy milkną codzienne słowa — słyszymy ich prawdziwe znaczenie.
I dopiero kiedy trzeba odejść — rozumiemy, ile serca zostało w jednym miejscu.
Kościół uczy nas, że życie nie jest zatrzymaniem.
Ale jest drogą.
Abraham wyszedł — nie wiedząc dokąd.
Mojżesz prowadził lud przez pustynię.
Uczniowie zostawili sieci.
Paweł żegnał wspólnoty, które kochał jak dzieci.
Droga wiary zawsze prowadzi przez spotkania… i przez rozstania.
Rozstanie nie jest końcem w oczach Boga.
Jest tylko zmianą etapu drogi.
Bóg nie przestaje prowadzić.
On tylko czasem prowadzi inaczej, niż byśmy chcieli.
Przez lata staliśmy razem wobec Słowa Bożego.
Raz było pocieszeniem.
Raz było światłem.
Czasem było trudne, tak jak trudna jest prawda.
Ale zawsze było żywe.
Jeśli kiedykolwiek poczuliście, że Bóg mówił do was naprawdę —
to znaczy, że ta wspólna droga była łaską.
Duszpasterz nie posiada wspólnoty.
On otrzymuje ją na jakiś czas.
Jak ogrodnik, który pielęgnuje ogród, ale wie, że nie jest jego właścicielem.
Jak pasterz, który prowadzi stado należące do Boga.
Ja też zostałem Wam dany tylko na pewien czas.
Jeśli widzieliście we mnie niepokój… walkę… zmęczenie…
to dlatego, że serce duszpasterza nigdy nie jest neutralne.
Ono zawsze bije dla powierzonych ludzi.
A dziś… musi nauczyć się oddać.
I to jest najtrudniejsza forma miłości.
Nie zatrzymać.
Nie trzymać.
Ale powierzyć.
Apostoł Paweł nie powiedział: zostawiam was.
Powiedział: polecam was Bogu.
I to jest ogromna różnica.
Dlatego dziś nie mówię: żegnam was.
Mówię: powierzam was Temu, który kocha was bardziej niż ja potrafiłem.
I chcę powiedzieć wam jasno:
Odchodzę z tego miejsca…
ale nie odchodzę od Kościoła.
Nie odchodzę od wiary.
Nie odchodzę od Chrystusa.
Pozostaję wierny Kościołowi i Ewangelii.
Pozostaję wierny Bogu.
Bo wierność nie zależy od miejsca.
Wierność mieszka w sercu
Jeśli kogokolwiek zraniłem, zawiodłem — przepraszam.
Jeśli nie byłem taki, jak powinienem — przepraszam.
Ale wszystko, co robiłem… robiłem z odpowiedzialnością przed Bogiem.
Najtrudniejsze jest to, że nie da się zabrać Was ze sobą.
Nie da się zabrać modlitw.
Ani nie da się też zabrać wspólnych świąt.
Nie da się zabrać życia.
Ale można je zachować w sercu.
A moje serce jest pełne Was.
Dlatego dziś mówię:
Polecam Was Bogu.
Wasze rodziny, dzieci, cierpienia.
Waszą przyszłość.
Nie mogę już być z Wami każdego dnia.
Ale Bóg może.
Jeśli kiedyś mnie wspomnicie… wspomnijcie również Waszą i moją drogę.
Bo wszystko, co było przeżyte w Bogu — trwa.
Nie dziękuję Wam za to, że mogłem tu pracować.
Dziękuję Wam za to, że pozwoliliście mi tu oddać część życia.
Amen.
drodzy… umiłowani…
to ostatnie słowa, które wypowiadam tu jako wasz duszpasterz.
Oddaję Bogu waszą codzienność…
wasze radości…
wasze łzy…
wasze lęki…
wasze serca.
Niech Pan będzie przy was w sile i słabości.
W świetle i ciemności.
W modlitwie i milczeniu.
Niech strzeże również waszych domów i wiary.
Niech Chrystus, który był z nami tutaj…
pozostanie także z wami wszędzie, gdziekolwiek będziecie.
A jeśli kiedyś przypomnicie sobie tę wspólną drogę…
niech wasze serce napełni pokój.
Bo wszystko, co było w Bogu — to nie kończy się nigdy.
Błogosławię was:
Niech Pan was błogosławi i strzeże…
Niech Pan rozjaśni nad wami oblicze swoje…
I niechaj da wam pokój.
W imię Ojca… Syna… i Ducha Świętego.
Amen.
Dziękuję… że pozwoliliście mi być częścią waszego życia.
Jeśli kiedyś… gdzieś… spotkamy się znowu…
poznajcie mnie po tym, że wciąż się za was modlę. Pokój Pański niech będzie z wami wszystkimi…
na zawsze. Amen.




